Ostatni proces czarownic
Alicja Tokaj
W zachowanych dokumentach kościelnych chyba najstarsza wzmianka o „pakcie z diabłem”, kardynalnym punkcie oskarżenia w procesach „czarownic”, pochodzi z roku 1276. Wśród osób spalonych wówczas żywcem na stosie w Tuluzie była 56-letnia kobieta o imieniu Angela. Torturowana na przesłuchaniach (było to wtedy normalną procedurą) zeznała, że każdej nocy „obcowała cieleśnie z szatanem”, co zaowocowało urodzeniem przez nią potwora z głową wilka i ogonem węża. Jako pokarmu dostarczała temu monstrum małe dzieci, które porywała z sąsiedztwa.
Do prześladowania i mordowania „opętanych” znacznie przyczynił się nie kto inny jak sam... papież. W roku 1484 Innocenty VIII wydał osławioną bullę Summnis desiderantes aff ectibus, będącą podsumowaniem wcześniejszych wytycznych w kwestii karania osób zajmujących się czarami. Powołując się na słowa zawarte w Biblii w Księdze Wyjścia (22.18) „czarownikom żyć nie dopuścisz”, dekret papieski nakazywał inkwizytorom karanie śmiercią czarowników i czarownic. W Europie Zachodniej masowe procesy wiedźm odbywały się po roku 1560 oraz w czasie wojny trzydziestoletniej (1618-1648). Nie istnieją wiarygodne dane o liczbie ofiar, które zakończyły swoje życie na stosach. Szacuje się, że stracono od 35 tysięcy do... miliona osób!
Najgłośniejszy proces czarownic miał miejsce w Salem, w amerykańskim stanie Massachusetts, zapoczątkowany w roku 1692. W jego wyniku zostało straconych 20 osób (13 kobiet i 7 mężczyzn). Liczba podejrzanych wyniosła 200 (55 pod wpływem tortur przyznało się do winy, do więzienia trafiło 150). Historia była wielokrotnie ekranizowana. Współczesne próby racjonalnego wyjaśnienia przyczyn „opętania” mieszkańców Salem doprowadziły do ciekawej i wielce prawdopodobnej tezy. Według badających na nowo tę sprawę, winy za zbiorowe szaleństwo nie ponosi szatan, lecz... atakujący zboża grzyb o nazwie sporysz. Zmielony wraz z ziarnem, przedostał się do mąki, z której następnie robiono wypieki. Sporysz zawiera alkaloidy takie jak ergotamina, stosowana do produkcji silnie halucynogennego narkotyku LSD. Zatrucie tym grzybem nazywano w dawnych czasach „ogniem Świętego Antoniego” (obecnie stosuje się określenie „ergotyzm”) – ludzie nim dotknięci sprawiają wrażenie, jakby rzeczywiście byli opętani. Większa dawka sporyszu może spowodować nawet śmierć.
Do Polski fala prześladowań czarownic dotarła dużo później i nigdy nie osiągnęła takich rozmiarów, jak w Europie Zachodniej. Dzięki temu mówi się o Polsce jako „państwie bez stosów”. Jednak określenie to nie jest całkiem prawdziwe. Stosy w Polsce jak najbardziej płonęły – może tylko rzadziej niż np. w Niemczech, Francji, Hiszpanii czy Włoszech. Pierwszą polską czarownicę spalono w miejscowości Waliszewo koło Poznania w roku 1511. Na przestrzeni całego XVI wieku odbyło się jednak niewiele procesów o czary. Liczba takich spraw zwiększyła się dopiero w XVII i XVIII stuleciu (odnotowano wówczas 46 przypadków spalenia „wiedźm”). W roku 1776 kara śmierci za stosowanie czarów została zniesiona.
| < Poprzedni | Następny > |
|---|




