Gołębie na grobie
Romualda Kraś
Na grób pani Heleny zlatują się gołębie, którymi opiekowała się za życia. Zapomniana przez ludzi, kochana przez ptaki.Była samotną, bardzo pogodną staruszką.
Pani Helena mieszkała w naszej starej kamienicy, odkąd pamiętam. Co dziwniejsze, wydaje mi się, że przez te kilkadziesiąt lat, które ją znałam, w ogóle się nie zmieniła. Patrząc na nią, zawsze odnosiłam wrażenie, że czas zatrzymał się dła niej w miejscu. Zawsze te same siwe włosy, ciasno zaczesane w kok, ciemna sukienka z koronkowym kołnierzykiem, ta sama uśmiechnięta twarz, pokryta licznymi zmarszczkami, dodającymi jej tylko uroku. Mimo swej samotności była bardzo pogodną osobą. Zawsze musiała
zamienić z każdym sąsiadem choć parę słów. W okolicy nazywano ją „ptasią babcią". Każdego dnia bowiem nasza sąsiadka dokonywała tego samego, niezmiennego rytuału. Dokładnie
O ósmej rano wychodziła na podwórko, niosąc torbę pełną okruchów kromek suchego chleba. Siadała na ławeczce pod kasztanem i wolnym ruchem zanurzała rękę w torbie. Wówczas z pobliskich drzew, płotów oraz dachów podrywały się chmary przeróżnego ptactwa: gołębie, wróble, kawki, i obsiadały naszą sąsiadkę z każdej strony. Wtedy pani Helena brała do ręki garść okruszków i rzucała ptakom, nie pomijając żadnego, nawet najmniejszego wróbla. Potrafiła tak siedzieć i żywić swoich „przyjaciół" niemal cały dzień. Często widzieliśmy, jak karmiąc ptaki, staruszka mówi coś do siebie, żywo gestykulując. Ona sama twierdziła, że rozumie mowę ptaków i doskonale umie porozumieć się ze swoimi podopiecznymi. Ludzie uważali ją za nieszkodliwą dziwaczkę. Ona jednak traktowała ptaki jak własną rodzinę. Kiedy pewnego dnia pani Helena nie wyszła jak co dzień do swoich przyjaciół, sąsiedzi bardzo się zaniepokoili. Wezwano gospodarza domu, aby otworzył drzwi do jej mieszkania. Okazało się, że nasza „ptasia babcia" umarła we śnie. Zmarła tak, jak żyła - z uśmiechem na ustach.
Na jej pogrzeb przyszło zaledwie kilku sąsiadów. Po ceremonii, gdy przy jej grobie zostałam tylko ja i dozorca, stało się coś dziwnego. Nad cmentarz nadleciała ogromna chmara ptaków i po chwili obsiadła grób pani Heleny. I od tej chwili dzieje się tak co dzień. Tak jak niegdyś ptaki zlatywały się do „ptasiej babci" po okruchy, tak teraz wierni przyjaciele, o tej samej porze zlatują się na jej grób...
| < Poprzedni | Następny > |
|---|




