Duchy z Kalifornii
Romualda Kraś
Okazuje się, że upiory straszą nie tylko w starych zamczyskach. Obecność duchów kojarzy się zazwyczaj ze wiekowymi zamczyskami, w których rozegrały się przed laty dramatyczne wydarzenia. Dlatego też skąpana w słońcu, przyozdobiona tysiącami palm. Niezwykle nowoczesna Kalifornia zupełnie nie pasuje do tego wizerunku. To wrażenie jest, jak się okazuje, bardzo mylne. W Kalifornii aż roi się od mniej lub bardziej złośliwych duchów. Grozą napawa opowieść o nawiedzonym domu, który znajduje się w Bakersfield, niedaleko Los Angeles. Pani Frances Freeborn kupiła posia dłość, która od pięciu lat, czyli od czasu śmierci właścicielki, była niezamieszkała. Do Kalifornii przybyła w nadziei na ukojenie nerwów po śmierci małżonka. Nie zdawała sobie sprawy, jak mylne są jej oczekiwania. Nowa lokatorka z zapałem zabrała się za remont. Jednak prace posuwały się z wielkim trudem. Kobieta odczuwała niewytłumaczalny opór i dziwną presję. Później sprawy zaczęły się jeszcze bardziej komplikować.
Kiedy pani Freeborn zaczęła według własnych upodobań ustawiać przedmioty należące niegdyś do zmarłej właścicielki, te w niewyjaśniony sposób powracały na stare miejsca. Podobnie sprawy miały się z pewnym obrazem. Pani Freeborn zawieszała go kilkakrotnie w różnych miejscach. Jednak zawsze, gdy minęła noc, obraz stał oparty o ścianę. Dopiero jakaś siła nakazała jej powiesić obraz w gościnnej sypialni, o wiele za nisko, jak na jej upodobania, i w pozycji, jakiej sama nigdy by nie wybrała. Dużo później okazało się, że poprzednia właścicielka w tym właśnie miejscu zawiesiła bardzo podobny obraz... Coraz częściej w domu rozlegały się też dziwne odgłosy; drzwi otwierały się same, wysuwały się szuflady, światła zapalały się i gasły. Pies pani Freeborn zachowywał się tak, jakby ktoś cały czas przebywał w pobliżu.
Pewnego dnia kobieta kupiła tapetę do sypialni. Następnej nocy „ożył". Z trzaskiem otwierały się i zamykały drzwi i okna, pies zajadle szczekał zwrócony w jed nym kierunku. Przerażona pani Freeborn wybiegła na korytarz i tam poczuła, jak dotykają nie- widzialna istota. Kobieta wypa-dła z domu, wsiadła w samo- i chód i nigdy więcej nie wróciła. Nawiedzony dom pani Freeborn został przebadany przez specjalistów. Wszystko wskazywało na to, że niewytłumaczalne rzeczy, jakie się w nim dzieją, są sprawką poltergeista. To duch, którego z powodzeniem można określić mianem „psotnika", Najczęściej nie jest groźny dla ludzi. Uwielbia za to rozbijać porcelanę i szkło oraz unosić w powietrzu różne przedmioty. Do ulubionych zajęć polterge-istów należy także rzucanie kamieniami. Mieli szansę przekonać się o tym mieszkańcy Big Bear City. Kamienie spadały na pach jednego z bungalowów, w nikogo jednak nie uderzały, a podniesione okazywały się być gorące. Trwało to przez cztery miesiące. Nikt nie potrafił ustalić skąd pochodzą. Zaczęły spadać, kiedy do bungalowu sprowadziła się rodzina z pięciorgiem dzieci, ale spadały także, gdy lokatorzy opuścili dom.
Jednak nie wszystkie duchy są tak złośliwe, jak poltergeisty. Z San Diego pochodzi opowieść o duchu, który pożegnał się przed śmiercią ze swoim dzieckiem. Syn siedział w biurze, kiedy za plecami usłyszał głos. Odwrócił się i zobaczył ojca ubranego w roboczy strój i trzymającego w dłoni bukiecik kwiatów. Staruszek wypowiedział słowa pożegnania i zniknął. Mężczyzna natychmiast pojechał do domu ojca i znalazł go martwego w ogrodzie ubranego dokładnie tak, jak wizji. Nie brakowało też bukietu kwiatów.
| < Poprzedni | Następny > |
|---|




