Posążek z piekła rodem
Eliza Ryszowska
Pracownicy muzeum zastanawiają się, jaką tajemnice kryje w sobie niezwykłe znalezisko ze Środy Śląskiej.Ołowiana figurka znajduje się w gablotce z grubego pleksiglasu. Ustawiono ją na środku małej sali w muzeum w Środzie Śląskiej. W innej sali zgromadzono bezcenny skarb średzki - średniowieczną biżuterię znalezioną na wysypisku śmieci. Nie wiadomo, które eksponaty są teraz bardziej znane: skarb czy figurka... Kiedy znaleziono posążek, nikt nie wiedział, kogo lub co przedstawia. Po pewnym czasie jednak stwierdzono, że do złudzenia przypomina on... diabła. Nie widać wprawdzie rogów, ale jego głowa ma kształt lekko spłaszczony, prawdopodobnie więc pierwotnie znajdowały się tam rogi. Diabełek nie ma też innego charakterystycznego elementu, mianowicie ogona, ale akurat jego tylna część została uszkodzona przez ogień...
Wygląd figurki pozwala przypuszczać, że była częścią jakiejś większej kompozycji. Nieproporcjonalnie krótkie w stosunku do tułowia nogi są ugięte w kolanach, jakby został uwieczniony w tanecznej, nieco groteskowej pozie. Figurka ma dziwne, zdeformowane stopy o bardzo długich, rozcapierzonych palcach. Wszystko to razem przyczynia się do niesamowitego wyglądu domniemanego diabełka. Posążek wcale nie jest duży. Ma on niewiele ponad 16 cm wysokości i waży 640 g.
- W sumie mało brakuje do 666, symbolicznej liczby szatana — mówi z tajemniczym uśmiechem archeolog Wojciech Ziółkowski. — Pamiętajmy, że figurka padła swego czasu ofiarą pożaru i brakująca cząstka ołowiu mogła się stopić... Najdziwniejsze jednak jest promieniowanie jakie wytwarza ten niewielki posążek.
- Ponieważ sami nie byliśmy w stanie wyjaśnić tego dziwnego zjawiska - relacjonuje z zaangażowaniem pan Wojciech - wezwaliśmy do pomocy inżyniera, który jest zarazem radiestetą Janusza Szczurka. Stwierdził on bez wahania, że ołowiany diabełek wydziela silne, negatywnie działające na ludzi promieniowanie radiestezyjne. Z tego, co wiem ołów sam w sobie nie ma takich właściwości. Co ciekawe, figurka promieniuje tylko z przodu , z tyłu zaś całe jej działanie znika... Pracownicy muzeum starali się wyjaśnić to zjawisko w jakiś racjonalny sposób.
- Radiesteta zasugerował , że mamy czynienia z tak zwanym promieniowaniem kształtu - kontynuuje pan Wojciech. - Rozcapierzone palce kojarzą się ze złością, z dużą dozą agresji. I właśnie takie wra żenie wywiera na obserwatorach kształtu całej figurki.Właściwie do tej pory jeszcze nie wiemy, dlaczego oddziaływanie małego posążka jest dużo silniejsze, niż pozwalają na to wszelkie prawa fizyki! Jak dotąd nigdzie w Polsce archeolodzy nie znaleźli figurki podobnej do tej ze Środy Śląskiej. Na razie nie można jej więc z niczym porównać... -Diabełek nie daje nam jednak spokoju - mówi pan Wojciech, pokazując dokumentację posążka, którą chce zamieścić w Internecie. - Może jakiś zagraniczny archeolog będzie umiał nam pomóc w rozwikłaniu tajemnicy jego pochodzenia.
Figurkę znaleziono w 1996 roku. Spoczywała w masywnej, dębowej skrzyni. Zakopano ją dawno temu na podwórzu jednej z mieszczańskich kamieniczek przy ulicy Białoskórniczej w Środzie Śląskiej. Figurka leżała w otoczeniu resztek szklanych przedmiotów. Były wśród nich cieniutkie kielichy, pękate, misternie rzeźbione pucharki. Skrzynię zbadano za mocą odpowiedniej .takich przypadkach metody datowania. Archeolodzy stwierdzili, że najmłodsza deska pochodzi z 1345 roku! Diabełek pochodzi więc z czasów średniowiecza i niewykluczone, że był wykorzystywany w jakiś dawnych pogańskich obrzędach...
- To jest możliwe, ale, zdaniem, bardzo prawdopodobne — wyjaśnia archeolog. - Ołów byl wówczas materiałem wykorzystywanym jako spoiwo do witraży w kościołach i bogatych domach. Materiałem na figurki świętych były przeważnie drewno tub glina. Dziś wartość tego metalu nie przedstawia większej wartości, natomiast sama figurka jest absolutnie bezcenna. Podobno zdarzył się wypadek, że ktoś ze zwiedzających średz-kie muzeum stracił nagle przytomność podczas zwiedzania.
- Kiedy pełnimy dyżur w sali, w której znajduje się diabełek, czujemy się senne i bardziej zmęczone — zwierzają się dwie pracownice muzeum, Jolanta Kordas i Urszula Chomont. —Jeśli tę figurkę odlano w złych zamiarach, bo chciano komuś zaszkodzić — twierdzi dyplomowana wróżka, pani Miranda Koźlik — klątwa będzie działać, dopóki figurka istnieje. Przypuszczam, że wraz z upływem czasu jej moc osłabła. Trudno więc sobie wyobrazić, jakie silnie promieniowanie musiała wydzielać przed wiekami... Jedynym sposobem na „unieszkodliwienie" posążka jest, zdaniem wróżki, całkowite zniszczenie go. Na to jednak nie pozwoli żaden z pracowników muzeum. Na razie więc diabełek ze Środy Śląskiej przyciąga zaciekawionych turystów i straszy osoby o słabych nerwach...
| < Poprzedni | Następny > |
|---|




