Czary - ktoś musi być winny
Romualda Kraś
0skarżenie o czary było niegdyś bardzo popularną praktyką. Stosowano je w celach politycznych i ekonomicznych (na przykład, aby zniszczyć czyjąś wiarygodność), a także by znaleźć winnego zjawiska, które trudno było po prostu wytłumaczyć... Stosy płonęły najczęściej wtedy, gdy jakąś okolicę nawiedzał kataklizm lub epidemia. Trudno było w racjonalny sposób wskazać źródło choroby, więc dopatrywano się jej przyczyn w praktykach magicznych i na siłę szukano winnych. A sposobów na wyciągnięcie zeznań było wiele. Przedstawiciele ówczesnych sądów wymyślali różne rodzaje tortur, by zmusić przesłuchiwanych do przyznania się do winy. Często stosowaną praktyką było na przykład uniemożliwianie podejrzanym snu. Po kilkudziesięciu godzinach bez choćby krótkiej drzemki przesłuchiwani zwykle się łamali i przyznawali do wszystkiego. Stosowano także różnego rodzaju tortury fizyczne - od najeżonego ostrzami krzesła (nazywanego „krzesłem czarownicy"), po różne formy seksualnego poniżenia. Istniały też testy, które miały dowieść tego, czy dana osoba jest czarownicą. Na przykład próby wody, podczas których wrzucano związaną podejrzaną do wody, jeśli szła na dno (co przy bufiastych i wielowarstowych spódnicach było mało prawdopodobne) uznawano, że jest niewinna.
| < Poprzedni | Następny > |
|---|




