Halina Mazur

Dzisiejsza stolica Czech w XVI wieku gościła najwybitniejszych uczonych oraz magów Europy. Za rządów cesarza Rudolfa II Hradczany stały się ośrodkiem tajemnej magii...
Rudolf II, cesarz Austro-Węgier, uznawany był za szaleńca. Cóż, nic w tym niezwykłego. Historia zna wielu książąt i królów zasiadających na tronach, którzy cierpieli na różne choroby psychiczne. Jednak ten władca był wyjątkowy - zarówno dla jemu współczesnych, jak i dla nas, potomnych - w dobrym sensie tego słowa. Cierpiał na ostre ataki depresji, być może nawet schizofrenię. Znalazł jednak niezwykłą drogę ucieczki przed chorobą i obsesyjnie zainteresował się nauką - taką, jaką była w XVI wieku, gdy wiedza ścisła nieodłącznie wiązała się z magią i tajemnymi formułami zaklęć. Gdy znużony narastającymi w cesarstwie konfliktami monarcha schronił się w Pradze, stworzył tam wyjątkowy w ówczesnej Europie dwór: gościli na nim najwybitniejsi artyści i uczeni całego renesansowego świata, a przede wszystkim astronomowie i alchemicy. Sam Rudolf interesował się astrologią, kosmologią, malarstwem i rzemiosłem.
Słynna praska Złota Uliczka zawdzięcza swą nazwę zamieszkującym tam jubilerom, wybitnym mistrzom rzemiosła złotniczego. W małych kamieniczkach, podobnie jak na samych Hradczanach, żyli również mistrzowie innej, mroczniejszej dziedziny: magii. W tamtych czasach, mimo że została wyklęta przez Kościół, alchemia budziła ogromne zainteresowanie. Uczeni przez długie lata starali się dokonać trans-mutacji metali, czyli ze zwyczajnego stopu (m.in. ołowiu i srebra) stworzyć najcenniejszy kruszec: złoto. Opętany tą ideą Rudolf ściągał na swój dwór coraz to innych magów, lecz żaden z nich nie sprostał postawionemu zadaniu. Cesarz zapraszał też mimo woli wielu oszustów, ale także licznych podobnych do siebie zapaleńców, fantastów oraz prawdziwie wielkich uczonych - na przykład Jana Keplera, matematyka oraz wybitnego astronoma, któremu zawdzięczamy nowatorskie, jak na owe czasy, traktaty o położeniu i ruchach planet. W nisko sklepionych podziemnych komnatach zamku i piwniczkach miejskich kamieniczek urządzano pracownie alchemiczne. Poczesne miejsce zajmował alembik, w którym bez przerwy bulgotały tajemnicze mieszanki, w kącie stało biurko mędrca zawalone opasłymi woluminami i zarzucone płachtami pergaminu, na których uczony dokonywał skomplikowanych obliczeń. Na pólkach tłoczyły się flakony i pojemniki z substancjami odwarami, wyciągami, sproszkowanymi metalami, cyrkle, chochle i odważniki...
Na palenisku płonął ogień pilnowany przez sługę lub asystenta.. W powietrzu unosił się często smród spalenizny, łatwo kojarzący się z siarką, czasem nawet odwar wybuchał, gdy doświadczenie po raz kolejny się nie udało.. I Nic dziwnego, że każdy przechodzeń który by tu przypadkiem zajrzał doszedłby do wniosku, iż stanął u wrót piekieł. Magiczne poszukiwania, wynikłe z fantastycznych założeń, doprowadziły do powstania nowej dziedziny wiedzy, którą my nazywamy prozaicznie... chemią.
O ile wiadomo, cud, czyli stworzenie grudki złota ze stopu metali, nigdy się nie dokonał. Idea pochłaniająca uczonych przez kilka stuleci - została tylko teorią. Jednak, prócz oficjalnych poszukiwań złota, alchemicy zajmowali się czymś jeszcze. Niektórych te drugie badania interesowały znanie bardziej: gra toczyła się o ogromną stawkę: odkrycie kamienia filozoficznego. Do dziś nie znamy jego formy i kształtu - o ile je w ogóle posiadał. Przypuszcza się bowiem, że mógł być tworem zupełnie niematerialnym - na przykład zbiorem zaklęć. Według innych źródeł miał to być stop metali zmieszanych w ściśle określonych proporcjach, dający posiadaczowi nieograniczoną mądrość i władzę oraz wieczne życie. Badania przeprowadzano w sekrecie, a wymagana wiedza była hermetyczna i dostępna jedynie wybranym uczonym.
XVI-wieczna Praga stała się dla wszystkich tych uczonych i magów rajskim ogrodem. Chronili się tu przed prześladowaniami religijnymi (wielu z nich było protestantami, za co wówczas można było stracić dom lub życie), parali się nauką tajemną, więc Kościół mógłby ich oskarżyć o konszachty z diabłem i spalić na stosie. Niestety, Złota Praga odeszła w cień wraz z Rudolfem, zmuszonym do abdykacji z tronu Węgier w roku 1606. Potem król musiał zrzec się władzy w Austrii i Morawii. Zapewne był szaleńcem, ale jego protekcji wielu uczonych i artystów zawdzięcza to, iż mogli stworzyć swe dzieła, a Praga zyskała unikalny czar.
Dzisiaj jest to miasto zabytkowych budowli, wspaniałego kompleksu zamkowego, Mostu Karola... I wciąż bardziej należy do przeszłości niż do świata współczesnego. A na Złotej Uliczce można czasem dostrzec cień alchemika, śpieszącego pod wieczór do swoich badań, które miały mu zapewnić sławę i nieśmiertelność.