Droga do nirwany
Halina Dunaj
Tashi delek! Tak brzmi „dzień dobry" w kraju niemal zupełnie odciętym od świata (nawet jego sąsiedzi z Azji mało o nim wiedzą), Bhutan to niewielkie państewko w Himalajach, graniczące z Tybetem, Chinami i Indiami. Zaglądają tu niekiedy jedynie alpiniści w drodze na ośnieżone szczyty, chociaż trasa ich wędrówek obejmuje najczęściej pobliski Nepal. Bhutan do dziś pozostał „na uboczu świata". „Druk Yul" (tak brzmi oryginalna nazwa państwa) - Kraj Grzmiącego Smoka - żyje swoim własnym rytmem. Założyli go w VII w. n.e. koczujący na tych terenach pasterze i aż do niedawna pozostawał w... mrokach średniowiecza. Nie docierały tu odkrycia cywilizacyjne, telewizja, samochody, ale także nikt nie słyszał o wojnach światowych. Jego granice otwarto dopiero w drugiej połowie XX w. Zabiegany, zapracowany przybysz z Europy zawsze staje ze zdumieniem na widok mieszkańców przesiadujących całe dnie pod ścianami domów czy krążących wokół świątyni z modlitewnymi młynkami w dłoniach (chodzi się zawsze zgodnie z ruchem wskazówek zegara).
Tutaj życie koncentruje się na dwóch sprawach: modlitwie i ciężkiej pracy. Jeżeli wypełnione jest przy tym dobrymi uczynkami, przyszłe wcielenie będzie lepsze od obecnego.
W wyznawanej tu odmianie buddyzmu - Drukpa Kagyupa - oficjalnej religii państwowej, każde wcielenie jest kolejnym stopniem w cyklu karmicznym. To okrąg, po którym porusza się każdy z nas, umierając i rodząc się, zanim osiągnie nirwanę - stan najwyższej doskonałości, w którym człowiek łączy się z niebytem. Niektórzy wracają na ziemię wiele razy, czasem z kolejnymi narodzinami przyjmują ciało zwierzęce a nie ludzkie. W buddyzmie nie warto być złym - karą jest następne życie.
Turysta, który zawita do Bhutanu powinien zobaczyć Drat-shang - to główny klasztor spośród licznych tu świątyń, wyglą-dem przypominających fortece (wiele z nich rzeczywiście było fortecami). Klasztorem zarządza JeKhenpo (główny plrzeór), wy-bierany spośród grona najbardziej uczonych łamów. Cieszy się on takim samym szacunkiem jak król, który rządzi całym państwem z pomocą trzyosobowej rady. Wierni choć raz w życiu feuszą odbyć świętą pielgrzymk jednego z głównych klasztorów. To kolejny niezbędny warunek, by zapewnić sobie lepsze następne wcielenie. Pielgrzymi poruszają młynkami modlitewnymi. Jeden obrót to kilkadziesiąt pacierzy wysłanych wprost do nieba i kilka „dobrych uczynków" więcej. Filozofia, według której najważniejsze jest przyszłe życie sprawia, że Bhutańczycy są ludźmi pogodnymi i miłymi. Ciężkie warunki bytowe znoszą ze spokojem: o ile postarają się żyć godnie, w następnym wcieleniu będzie im lepiej. Wiedzą też, że dla tego, kto umie patrzeć, Bhutan jest piękny. W dolinach, w cieniu gór widać kolorowe domki. Od maja do sierpnia wzgórza zamieniają się w kwietne kobierce, przez które mkną górskie potoki, niosące z sobą topniejący śnieg. Wbrew temu, co można by myśleć, zima wcale nie trwa tu wiecznie. Przyroda umiera i odradza się tak samo jak wszyscy ludzie.
Strażnicy niebiańskich bram
Sępy w Bhutanie wcale nie traktowane są z pogardą, jaką powinny wywoływać ich padlinożercze upodobania. Wprost przeciwnie: ptaki te cieszą się należnym respektem, ponieważ to od ich uczestnictwa zależy, czy pogrzeb będzie udany. Ciało zmarłego wynosi się wysoko w góry. Zwłoki zostają pocięte na mniejsze kawałki i rzucone czekającym sępom. W ten sposób to, co powstało z natury, zostaje jej zwrócone. Cielesna powłoka daję pokarm ptakom i umożliwia im przeżycie , natomiast nieśmiertelna istota trafia do kolejnego ciała.
| < Poprzedni | Następny > |
|---|




