W snach odwiedza mnie mama
Anna Chodakowska
Nie wierzę w zabobony ani przesądy. Traktuję je jako relikt przeszłości. Bawi mnie, kiedy prosty zabobon robi tyle zamieszania.
Bo jeśli na widok kominiarza złapiemy się za guzik, a potem rzeczywiście mamy szczęście, mało kto wiąże te wydarzenia łańcuszkiem przy-czynowo-skutkowym. Inaczej traktuję sny. Spotykam w nich matkę, która przychodzi do mnie co jakiś czas i opowiada mi, jak jest w tym nowym miejscu, w którym się znajduje. Siadamy jak za dawnych lat i rozmawiamy. A raczej to ona mówi, a ja słucham. Niestety, ostatnim razem zapowiedziała, że już do mnie nie przyjdzie, bo tam, gdzie obecnie jest, już się urządziła i czuje się tam lepiej.
Interpretując temat życia po śmierci, które cały czas jest dla nas niewiadomą, myśl, że może być gdzieś... lepiej, jest na pewno budująca. Moje sny bywają także pouczające, gdyż ukazująca się w nich ustawicznie wizja końca świata daje wiele do myślenia, aczkolwiek nie dotyczy rzeczywistości, w której żyjemy. To raczej przestroga, że jeśli się nie zmienimy na lepsze, to możemy wpaść w duże kłopoty. Nie jest jednak powiedziane, co mamy robić. W przewijających się fragmentach obrazów z moich snów widziałam tłumy klęczących ludzi. To jakby modlitwa czy prośby. Nie wiem... Być może ukazujące się obrazy to nic innego, tylko natłok ostatnich przykrych wydarzeń na świecie. Fakt, że coraz więcej mówi się o mającej nadejść apokalipsie.
| < Poprzedni | Następny > |
|---|




