RSS powiększ litery pomniejsz litery
astro.pl

Wróżby interaktywne

Do poprawnego wyświetlenia elementów strony, potrzebny jest plugin Flash Player.

Pobierz FlashPlayer

Rodzinny talizman

Przed laty dostałam od babci rodową kameę. Twierdziła, że wisiorek zawsze chronił ją przed nieszczęściami.

Kiedy babcia wręczała mi z uroczystą miną kameę przekazywaną w rodzinie z pokolenia na pokolenie, przyznam, że nie traktowałam tego specjalnie poważnie. -Asiu, pamiętaj, to nie tylko rodzinna pamiątka... - mówiła i namaszczeniem - to talizman, który od lat chroni naszą rodzinę przed nieszczęściami. Wymieniła kilka przypadków, w których wisiorek udowodnił swą magiczną siłę, ale dziś nie potrafię ich przytoczyć, ponieważ nie słuchałam uważnie.  strzeż go i nie oddawaj nikomu, bo sprowadzisz na siebie nieszczęście - przestrzegła mnie jeszcze, a ja zapewniłam, że oczywiście zastosuję się do tego. Gdy po wizycie u babci wróciłam do domu, zapomniałam o  biżuterii. Dopiero po kilku dniach, kiedy wypakowałam wszystko z torebki, natrafiłam na małe, obite aksamitem pudełeczko. Ponieważ bardzo spieszyłam się do pracy, wrzuciłam je do którejś z szuflad komody i popędziłam na przystanek. Rodzinna pamiątka przeleżała w komodzie kilka lat. Przypomniałam sobie o niej za sprawą mojego synka. Kacperek był ruchliwym i ciekawskim dzieckiem. Penetrowanie szuflad należało do jego ulubionych zajęć.
- Pani Asiu, proszę zobaczyć, co Kacperek znalazł dzisiaj w komodzie! - tymi słowami przywitała mnie któregoś dnia opiekunka, gdy wróciłam z pracy. Była to zaprzyjaźniona z naszą rodziną starsza pani, której bez obaw powierzałam moje dziecko. - O mało nie zrzucił sobie szuflady na nogę. Całe szczęście, że zdążyłam do niego dobiec... Ale proszę zobaczyć, co tu mam. Dziwię się, że taką cenną rzecz trzyma pani razem z bezwartościowymi rupieciami. Przejęta pani Stasia pokazała mi pudełko z kameą babci. - Wie pani - powiedziała - pamiętam, że moja mama nosiła taką samą, no może bardzo podobną. Niestety, gdzieś przepadła. Zresztą wie pani, jak to było w czasie wojny. Poza paroma zdjęciami nie mam po mamie żadnych pamiątek... Zrobiło mi się żal pani Stasi i w przypływie współczucia zaproponowałam, że podaruję jej rodzinny klejnot. Wtedy jeszcze niestety nie przywiązywałam wagi do tradycji. Przypomniałam sobie też o przestrodze babci, ale traktowałam ją z przymrużeniem oka. Uznałam, że wisiorek sprawi radość pani Stasi, a mnie nie był do niczego potrzebny. Przecież i tak nigdy nie miałam zamiaru go nosić...

- Ależ nie, nie mogę, to rodzinna pamiątka - wzbraniała się opiekunka, lecz w końcu uległa i z namaszczeniem włożyła aksamitne pudełeczko do torebki. Wieczorem długo nie mogłam zasnąć. Odczuwałam jakiś dziwny niepokój, zresztą Kacperek co chwilę budził się i wołał mnie. Na początku myślałam, że jest niespokojny z powodu drastycznej bajki, którą obejrzał w telewizji, ale gdy przytuliłam go do siebie, poczułam, że ma rozpalone czoło. Zmierzyłam synkowi temperaturę i wpadłam w popłoch - termometr wskazywał blisko 40 stopni! Od razu podałam mu środek przeciwgorączkowy i resztę nocy spędziłam, czuwając przy nim i zmieniając zimne kompresy. Gorączka niestety nie spadła i z samego rana wezwałam lekarza. Doktor zbadał małego i stwierdził, iż musimy czekać, bo poza temperaturą nie widzi żadnych innych objawów choroby. Sugerował, że należałoby wziąć małego do szpitala na obserwację, ja jednak upierałam się, by został w domu. Następną noc znowu spędziłam przy łóżeczku dziecka. Dopiero nad ranem, gdy po podaniu lekarstw w końcu temperatura odrobinę się obniżyła, zapadłam w niespokojny sen... Kiedy się obudziłam, od razu poczułam, że coś jest nie w porządku. „Mało ostatnio spałam", pomyślałam. „Pewnie jestem przemęczona." Tylko dlaczego jakoś dziwnie bolały mnie palce u rąk? Wyjęłam dłonie spod kołdry, żeby je obejrzeć, i oniemiałam. Pod paznokciami i na dłoniach miałam pełno jakiegoś pyłu, a w niektórych miejscach skóra była zdarta do krwi! Z przerażenia aż usiadłam na łóżku. Wtedy mój wzrok padł na naprzeciwległą ścianę. „Boże, kto ją tak zniszczył?", zdumiałam się po raz kolejny. Wstałam i przyjrzałam się dokładniej odrapanej powierzchni. Siady zadrapań układały się w wyraźny napis. „Odbierz jej kameę", czytałam, a serce waliło mi w piersiach jak oszalałe. Jeszcze tego samego dnia przerażona pani Stasia oddała mi rodzinną pamiątkę i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki mój synek wyzdrowiał! Od tej pory z pietyzmem traktuję wisiorek z kameą. Znowu jestem w ciąży i USG wykazało, że tym razem urodzę dziewczynkę. Za dwadzieścia lat przekażę jej biżuterię po babci, by kultywować rodzinną tradycję...

 


Kontakt · Regulamin · Wymagania techniczne · Reklama · Wróżki SMS · Mapa strony · Partnerzy

© 2000-2009 Wydawnictwo Phoenix Press. Wszystkie prawa zastrzeżone
Projekt i realizacja: slyks.pl