Czasami odpukuję w niemalowane
Renata Dancewicz
Mocno stąpam po ziemi, dlatego nie wierzę w żadne przesądy. Z jednym wyjątkiem - przyznaję, zdarza mi się, że odpukuję w niemalowane, by przypadkiem nie zapeszyć planów na przyszłość. Jednak to jedyny zabobon, któremu się poddaję.Uważam, że wiara w najrozmaitsze przesądy wynika po prostu z lęku przed nieznanym lub ze strachu przed odpowiedzialnością za ewentualne niepowodzenia. Zawsze łatwiej jest zwalić winę na czarnego kota, który przez przypadek przebiegł nam drogę, niż na siebie. A kiedy będziemy sobie wmawiać, że trzynastego w piątek na pewno przydarzy nam się jakieś nieszczęście, to rzeczywiście możemy je wywołać... W końcu stanie się to naszą obsesją i nie będziemy mogli się od tego uwolnić. A propos kotów - ludzie na widok takiego czarnego kociaka drętwieją często z przerażenia, po czym okrężną drogą podążają w swoim kierunku. Dziwię się, że te wyjątkowo łagodne i wierne zwierzątka, nie wspominając już o ich urodzie, traktuje się w ten sposób.
Sama mam w domu czarnego kota. To cudownie cicha i milutko mrucząca istota, która kocha i tęskni. Nieraz dała mi tego dowody. Dlatego dziwi mnie krzywdząca obiegowa opinia, że koty są wredne i fałszywe. A już zupełnie nie mogę zrozumieć, w jaki sposób takiego czarnego, puszystego kotka można kojarzyć z nieszczęściem. Przeciwnie, łagodzi stres i przynosi ukojenie. Poza tym koty są niesamowitymi indywidualistami i jak nikt potrafią patrzeć prosto w oczy. Nie da się przed nimi niczego ukryć.
| < Poprzedni | Następny > |
|---|




