Wyleczyłam się siłą woli
Natalia Z.
Postanowiłam, że nie poddam się. Za wszelką cenę chciałam pokonać bezlitosną chorobę.Moja córeczka bardzo mnie potrzebowała. Monikę wychowałam sama. Mimo ..pomocy mamy często było mi ciężko. Jednak nauczyłam się pokonywać trudności i myślałam o sobie, Ze jestem silną kobietą, która poradzi sobie w każdej życiowej sytuacji.,, Gdy ginekolog podczas badania kontrolnego wyczuł w mojej piersi guzek, nie wierzyłam, że może być to coś poważnego. Jednak diagnoza zwaliła tonie z nóg - nowotwór złośliwy w zaawansowanym stadium, konieczna natychmiastowa operacja. Podczas operacji usunięto mi pierś. Po pół roku wykryto przerzuty. Załamałam się. Przez cały czas zastanawiałam się, co będzie z moim dzieckiem. Kto zadba o Monikę? Jak długo moja mama będzie się mogła nią zajmować?
Postanowiłam, że będę walczyć z chorobą. Wielokrotnie słyszałam o tym, że najważniejsze jest nastawienie psychiczne, że wiara w wyzdrowienie może dokonać cudów. Ale czasami trudno ja, w sobie podsycać. Były momenty, kiedy wykończona chemioterapią i ciąłym bólem marzyłam o tym, by to się skończyło, jednak gdy czułam się troszkę, lepiej, znów powtarzałam sobie, że muszę żyć dla mojej córki.
- Mamusiu, przecież nic możesz mnie zostawić. Proszę cię, obiecaj mi, że nie umrzesz - powtarzała bardzo często Monika, Wtedy przez łzy zapewniałam moje dziecko, że jej nigdy nie opuszczę.
Gdy zrobiono mi kolejne badania - czułam sic wtedy zaskakująco dobrze lekarze długo dyskutowali nad wynikami . Powtórzono je po kilku dniach. Pamiętam, jak podszedł do mnie ordynator i powiedział: "Proszę pani, stał się cud nie ma śladu komórek nowotworowych. Nie zdarzył mi się podobny przypadek, choć słyszałem..."
Od tamtego czasu, czyli od ośmiu lat, rak nie dał już więcej o sobie znać. Mam nadzieję, że udało mi się go pokonać raz na zawsze.
| < Poprzedni | Następny > |
|---|




