Przy niej czuje się wypalona
Elżbieta K.
Kiedy zatrudniłam się po raz pierwszy w życiu, uważałam się za szczęściarę.
Trafiłam do zagranicznej firmy, gdzie traktowano pracowników z szacunkiem i zapewniano im doskonałe warunki. Poza tym zachwyciła mnie atmosfera, która tam panowała- wszyscy byli mili, życzliwi, a najbardziej moja koleżanka z pokoju, Beata. OcPchwili poznania miałam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy, i tak się stało. Martwiła mnie tylko jedna rzecz: po kilku godzinach pracy ogarniało mnie wielkie zmęczenie. Gdy wracałam do domu, zdarzało mi się zasypiać w tramwaju. Regułą stało się, że po powrocie ucinałam sobie półgodzinną drzemkę. Na początku tłumaczyłam to nawałem zajęć. „Dopiero skończyłam studia. Nie jestem przyzwyczajona do pracy przez osiem godzin, pocieszałam się. Jednak mijały miesiące, a zmęczenie nie ustępowało. Doszło nawet do tego, że przychodziłam do firmy wcześniej, gdyż wiedziałam, iż najważniejsze rzeczy muszę skończyć do południa, bo potem już nie zdobędę się na większy wysiłek umysłowy. Beata mówiła, że z czasem nabiorę wprawy i będę pracowała szybciej, ale poradziła, bym poszła do lekarza, bo zawsze lepiej się przebadać. Lekarz przepisał mikroelementy i witaminy, ale to nie pomogło. Jakiś czas potem Beata rozchorowała się i wzięła tydzień zwolnienia.
Już pierwszego dnia jej nieobecności ze zdziwieniem stwierdziłam, że czuję się zupełnie inaczej niż dotychczas. Po całym dniu pracy byłam może trochę znużona, ale nic więcej, ani śladu zmęczenia. Gdy wyszłam z biura, jak nigdy zrobiłam jeszcze rundkę po sklepach i wróciłam do domu w dobrym nastroju. Tak było przez cały tydzień. Gdy w następny poniedziałek Beata wróciła do pracy, znowu koło południa ogarnęło mnie zmęczenie... Czy to możliwe, by ona działała na mnie w taki sposób? Okazało się, że tak. Kiedyś zaprosiłam Beatę do siebie na kolację. W pewnym momencie znów poczułam zmęczenie. Po wyjściu przyjaciółki nawet nie zebrałam naczyń ze stołu, tylko usnęłam w fotelu... Gdy niedługo potem Beacie zaproponowano objęcie wyższego stanowiska w nowo otwartej filii w innym mieście, nie kryłam żalu, ponieważ ją polubiłam. Jednak po jej przeprowadzce odżyłam - odtąd nigdy nie brakuje mi w pracy energii.
Powyższa opowieść idealnie ilustruje przykład tzw. wampira energetycznego.
| < Poprzedni | Następny > |
|---|




