Mam zdolności medialne
Justyna Steczkowska
Jako dziecko wywoływałam duchy. Talerz kręcił się i składał zdania. Z innymi dziećmi traktowaliśmy to jako zabawę.Byłam dziewczynką obdarzoną zdolnościami medialnymi. Pewnego razu pojawił się duch o imieniu Lzoj, diabeł wcielony. Pamiętam, jak strasznie klął. Później na lekcji religii opowiedzieliśmy o tym księdzu. Wytłumaczył nam, że źle robimy. Na zawsze zaniechałam tych praktyk i przestałam bawić się w medium. Ale duch, którego wcześniej wywołałam, został w tym samym miejscu przez cały dzień. Działy się dziwne rzeczy, których bardzo się bałam. Wtedy zdałam sobie sprawę, jak niebezpieczne jest to, z czym igrałam. Z okresu wczesnej młodości pamiętam realistyczny sen. Łączę to z wywoływaniem duchów, w którym brałam udział.
Wracałam do domu. Było już ciemno. Postanowiłam iść na skróty. Przypomniałam sobie czyjeś słowa, że jak stuknę dwa razy kijem i popatrzę na księżyc w pełni, to pojawi się czarownik. Wykonałam wszystko zgodnie z instrukcją. Nic się nie stało, więc szłam dalej, sądząc, że to jakieś brednie. Nagle zobaczyłam postać nadchodzącą z naprzeciwka. Wyglądała dziwnie, jakby pochodziła nie z tego wieku. Długa, ciemna peleryna, kaptur, czapka niczym u czarnoksiężnika. Na początku się jej nie bałam, tylko przyglądałam się z zaciekawieniem. Nagle postać złapała mnie i porwała. Zbudziłam się w środku nocy. Spojrzałam na księżyc, który świecił mi prosto w twarz. Zawsze w moim pokoju były firanki w oknie, a tym razem nie. Tak się przestraszyłam, że poszłam położyć się do sypialni rodziców. Do rana nie mogłam już zasnąć. Dobrze, że to był tylko sen.
| < Poprzedni | Następny > |
|---|




