Groźne czary - list czytelniczki
Iwona Z.
Na własnej skórze nasza czytelniczka przekonałam się, jak groźne mogą być czary.
(...) Była noc i długo nie byłam w stanie zasnąć. Ciągle myślałam o Marku. Przez przypadek dowiedziałam się, że zdradzał mnie z Anką. Nie mogłam mu tego wybaczyć. Pożyczyłam od koleżanki książkę o magii. Opisywano tam sposoby wpływania na ludzi. Był też telefon, pod którym można było zgłaszać się na różne kursy. Zadzwoniłam i zaproszono mnie na zajęcia. Choć jeszcze nie traktowałam tego poważnie, chciałam spróbować, jak działają czary z książki. Przy pomocy kryształowej kuli i książki nakazałam Markowi, żeby porzucił Ankę. Wkrótce dowiedziałam się, że Marek bez powodu rozstał się z nią. Nikt nie potrafił tego zrozumieć, a ja wiedziałam, że to stało się przez moją magię.
Pojechałam na kurs i poznałam Mistrza. Wszyscy tak go nazywali. Był stanowczy i wyciszony. Spośród kilku osób wybrał mnie do pomocy. Ludzie mówili, że to zaszczyt. Mistrz prosił, abym została jeszcze jeden dzień po kursie.
– Masz nadzwyczajne zdolności. Musisz je rozwijać – przekonywał.
Wyznaczył mi pierwsze zadanie. Miałam ustawić w kręgu białe świece, narysować w środku pentagram i do pomocy wzywać moc Mistrza. Zrobiłam tak, jak kazał. Zobaczyłam oślepiające światło. Głośno krzyczałam. Nie ze strachu. Przepełniała mnie radość. Czułam niesamowitą siłę. Nie wiem, co działo się dalej, bo upadłam nieprzytomna i obudziłam się dopiero następnego ranka.
– Przeszłaś inicjację i zostaniesz moją uczennicą – powiedział Mistrz.
Coraz częściej praktykowałam magię, np. wyleczyłam nią mojego psa. Jednocześnie stale kłóciłam się z mamą. Nie wiedziała, co się ze mną dzieje. Zawsze byłam otwarta, a teraz zamknęłam się w sobie. Czułam nad innymi wyższość. Nie miałam już wspólnych tematów z koleżankami. W drzwiach pokoju założyłam zamek. Nie chciałam, by ktoś wtrącał się do mojego życia. Regularnie jeździłam do Mistrza, by zgłębić wiedzę tajemną. Wykorzystałam ją do pognębienia Marka. Sprawiłam, że żadna dziewczyna nie mogła być z nim dłużej niż miesiąc. Nie miałam z tego powodu wyrzutów sumienia. Aż pewnego dnia zobaczyłam matkę Marka w aptece. Kupowała jakieś drogie lekarstwa i żaliła się, że nie może wyleczyć syna i jest z nim coraz gorzej. Wtedy pomyślałam, że naprawdę robię mu krzywdę. Byłam podenerwowana. Po powrocie do domu pokłóciłam się z mamą i rzuciłam się na nią z pięściami. To było silniejsze ode mnie. W ostatniej chwili opanowałam się. Próbowałam zrozumieć, co mną kierowało. Przecież to jedyna bliska mi osoba... Wtedy zaprzestałam praktykowania czarów. Przez miesiąc miałam depresję, nie mogłam się pozbierać. Znalazłam się w sidłach czarnej magii. Mistrz, choć go o tym nie zawiadomiłam, wiedział, co się ze mną dzieje. Dzwonił i prosił, bym nie przerywała nauki. Odmówiłam. Potem miałam koszmarne sny, ciągle coś mnie bolało. Jestem pewna, że to była jego sprawka. Poprosiłam księdza, aby się za mnie modlił, bo tylko w kościele widziałam ratunek. Po pół roku jakoś wróciłam do względnej równowagi, ale nigdy nie uwolnię się od poczucia winy. To, co zrobiłam Markowi, było złe, i bardzo tego żałuję. Nie będę już uprawiać czarów.
| < Poprzedni | Następny > |
|---|




